Maruder

Wszedłszy na wzgórze ujrzał dom w oddali. Wyglądał jak samotna wyspa na białym oceanie śniegu. Mężczyzna kucnął i obserwował chwilę. Całe szczęście była zima i dało się łatwo stwierdzić, czy ktoś kręcił się w pobliżu. Tafla śniegu była nienaruszona. Z jednej strony to dobrze. Z drugiej – jeżeli pójdzie do domu, to będzie wiadomo, że tam jest. Rozejrzał się dookoła. Popatrzył za siebie. Nikogo nie było i nie zapowiadało się na to. Ruszył przez głęboki po kolana śnieg. Stawiając stopę, wsuwał najpierw palce, wchodząc w biały puch jak nóż w masło.

Dom był obsypany śniegiem z każdej strony. Stał chwilę i oglądał. Dom był prostą, białą bryłą z niegdyś czerwonym spadzistym dachem. Stanie tam głupie, ale cały czas żył w strachu o siebie i co jakiś czas osiągał punkt krytyczny. Wtedy mu nie zależało. Moment jednak minął i mężczyzna brnął dalej. Obszedł dom dookoła i wrócił przed drzwi wejściowe z łopatą. Właściwie mógł się z łatwością włamać, ponieważ drzwi były przeszklone, ale nie chciał robić hałasu. Odśnieżył nie bez trudu zmrożony śnieg i stwierdził, że chyba jednak będzie musiał zbić szybę. Drzwi były zamknięte.

Nie zrobił wiele hałasu. W środku było chyba zimniej niż na zewnątrz. Obszedł dom. Po prawej stronie był salon, po lewej kuchnia. Obydwa pomieszczenia takie same. W obydwu znajdowały się takie same drzwi jak wejściowe. Naprzeciwko wejścia były schody na górę i jakieś drzwi, ale nie prowadziły do piwnicy, tylko schowka pod schodami. W domu nie było piwnicy. Trochę szkoda, na ogół ludzie mają w piwnicy jakieś zapasy żywności.

Zaczął od kuchni. Była zdecydowanie źle urządzona. Na środku znajdował się stolik na sześć osób, a pod ścianą w głębi mały piecyk gazowy, lodówka i szafka. Reszta przestrzeni była niewykorzystana. Mężczyzna nie zastanawiał się nad tym dłużej. Sprawdził szafkę i lodówkę. Znalazł jakieś konserwy, które wyjął i ułożył na stole.

Poszedł do salonu. Również tam przywitała go pustka. Pod ścianą naprzeciwko wejścia stał stolik ze starą wieżą hi-fi. Żałował, że nie było prądu, bo mógłby posłuchać muzyki. Możliwe, że chodziło mu to po głowie, ponieważ nie miał takiej możliwości. Umysł ludzki czasami kraży po dziwnych torach. Na lewo od wejścia stała kanapa, fotel i wiklinowy stół ze szklanym blatem. Nad kanapą były książki. Podsunął gogle na czoło i stanął na kanapie, a następnie zaczął obserwować książki. Wziął jedną do ręki, ale rozsypała mu się w dłoniach. Usiadł na chwilę na kanapie, ale nie było nic do roboty. Poszedł na górę.

Nad kuchnią była sypialnia. Pomieszczenie nad salonem było w stanie surowym. Ciężko było powiedzieć, czy prace ustały wraz z tym, co spustoszyło krainę, czy znacznie wcześniej. Wrócił do sypialni. Było tu dwuosobowe łoże małżeńskie, zaścielone jakby nigdy nic, oraz łóżeczko dziecięce. Duża szafa ścienna i szafki nocne po bokach łóżka. Nie było ciepłych ubrań, same eleganckie. Złapał łóżeczko dziecięcie i wytaszczył z pokoju.

Potłukł je na szczebelki i ułożył przy szklanych drzwiach w kuchni. Wybrał te wychodzące na tył domu. Ostrożności nigdy za wiele. Z wojskowej kurtki wyjął metalową zapalniczkę i rozpalił ogień z pomocą kilku książek. Kiedy płomień się ustabilizował, wziął garnek i wyszedł po śnieg. Podgrzał go na ogniu. W szafce było trochę starej herbaty, którą zaparzył. Podgrzał również konserwę, którą zjadł łyżeczką, którą miał przy sobie. Siedział przy ogniu aż się ogrzał.

Przejrzał jeszcze raz rzeczy w szafach. Nic przydatnego. Miał na sobie kurtkę wojskową, wełniany sweter, koszulę i podkoszulek. Na nogach dwie pary spodni, bojówki i dresy. Na nogach wysokie, sznurowane buty wojskowe. Na głowie czapkę i grubą chustę. Oczy krył za goglami. Miały jakieś kolce u góry, więc nie były zawodowe. Podejrzewał, że jakiś artysta od performance’u używał ich jako elementu scenicznego stroju. Nie miało to jednak znaczenia. Grunt, że chroniły od wszędobylskiego światła lejącego się z nieba i odbijającego od nieskalanego obecnością człowieka śniegu. Lubił wojskowe rzeczy, bo były solidnie wykonane.

Zastanawiał się przez chwilę, czy nie zostać na noc, ale dom był nieosłonięty z żadnej strony. Kawałek dalej widział rozwalającą się ruderę, która wzbudzała mniej zainteresowania. Nałożył gogle na oczy i wyszedł przez rozbite drzwi wejściowe. Wrócił po swoich śladach kawałek i spojrzał na horyzont, nad którym unosił się dym. Coś tam było.

Ruszył w kierunku dymu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s