Historia jednego buca

Jeden

Andrzej Winiarski siedział w swoim gabinecie. Za półtorej godziny miał przyjechać bardzo ważny klient i Winiarski nie mógł się doczekać. Wszystkie szczegóły były już dograne i nie pozostawało nic innego jak czekać. Nagle zadzwoniła do niego jego sekretarka.

— Słucham? — spytał. Nie spodziewał się niczego.

— Ktoś do pana, twierdzi, że to ważne — powiedziała sekretarka.

— Panno Agnieszko, prosiłem. Mam za niewiele ponad godzinę ważne spotkanie i miał mi nikt nie przeszkadzać — pouczył ją lekko rozdrażniony.

— Wiem, co pan mówił, ale ten człowiek jest tu już od pół godziny i nie chce mi dać spokoju. Twierdzi, że to sprawa nie cierpiąca zwłoki i jednocześnie, że jakaś sprzed lat. Upiera się, że będzie pan zainteresowany. Sama już nie wiem, co robić.

— Podał swoje nazwisko?

— Julian Gomorowski.

Andrzeja Winiarskiego wcięło. Przypomniał sobie pewną dziewczynę sprzed lat, która nazywała się Julia Gomorowska i od pewnego wydarzenia nie widział jej na oczy. Tyle lat. Z dwadzieścia, jak nie lepiej, i nagle coś takiego. Ciekawe, czy to jest ta sprawa z przeszłości? Zorientował się, że nadal trzyma słuchawkę przy uchu.

— Ile on ma lat? — spytał. Spojrzał na zegarek. Do spotkania było coraz bliżej. — Zresztą nieważne. Proszę go wpuścić.

Drzwi otwarły się i do pomieszczenia wszedł młody mężczyzna, na oko już po studiach. Był ciemnym blondynem z włosami w nieładzie lub układanymi przez wiele godzin, żeby tak wyglądały. Andrzej nie rozumiał, jak mężczyźni mogą sobie układać włosy. Albo malować paznokcie na czarno. A takich obserwował ostatnio stażystów. Pewnie, jeden taki wypacykowany miał całkiem niezłe wyniki w pracy, świetnie dogadywał się z klientami, i to było ważniejsze od pomalowanych paznokci, ale Andrzej tego nie rozumiał. Chyba nie chciał. Wolał przyjąć, że Julian się po prostu nie uczesał. Miał na sobie garnitur w prążki, trochę wymięty — co pasowało do teorii o nieuczesanych włosach — pod którym miał siatkową koszulę i biały podkoszulek. Na stopach miał błyszczące półbuty. Spojrzenie kryło się za ciemnymi okularami. Julian zamknął delikatnie drzwi i ruszył w stronę biurka. Zasiadł na fotelu dla petentów i chwilę siedział w milczeniu.

— Czego chcesz? — spytał wprost. — Jeżeli ona cię przysłała, to… — zaczął groźnie, ale nie skończył.

— Nie, ona nie żyje — odparł Julian, przerywając mu.

Andrzej nagle zasmucił się. Nie spodziewał się tego.

— Czy ty…

— Tak, jestem dzieckiem, które chciałeś wtedy usunąć — odparł Julian, ściągając okulary. Zimne spojrzenie jego błękitnych oczu przeraziło Winiarskiego. Przez chwilę miał wrażenie, że chłopaczek naprzeciwko niego jest zdolny do wszystkiego. — Ale nie miałem lekko.

— Nie powinieneś brać tego do siebie, no wiesz, osobiście — wydukał Andrzej. — Nie przeczę, byłem wtedy za… zabiegiem, ale musisz zrozumieć, że czasy były ciężkie. Stan wojenny, byliśmy młodzi, nie mogliśmy stworzyć ci żadnych warunków, rozumiesz…

— Istotnie, nie mogliście. A może tylko Julia Gomorowska nie mogła. Dlatego oddała mnie do adopcji. Wzięli mnie pod opiekę ludzie trochę pierdolnięci na punkcie religii, zdarza się. Długo nie chcieli mi nic powiedzieć, ale sąsiad pijak po kolejnej wizycie panów milicjantów wezwanych przez moich przybranych rodziców wykrzyczał mi całą prawdę na klatce schodowej. Nie chcieli mi jednak powiedzieć, kim była naprawdę moja matka. Odkryłem to sam, gdy już byłem pełnoletni. Odnalazłem ją w ostatniej chwili, aczkolwiek nie było nam dane spędzić razem wiele czasu, gdyż była już w stanie terminalnym. Umarła na moich rękach! Rozumiesz to, chuju? I teraz zapłacisz mi za to, grube pieniądze, bo w przeciwnym wypadku pójdę do prasy, a czytałem ostatnio, że marzy ci się polityka. Myślę, że twoi potencjalni przeciwnicy polityczni będą zainteresowani takim hakiem na ciebie. Zdaje się, że jako populista jesteś przeciwnikiem aborcji, prawda? Łakomy kąsek. Również dla tabloidów.

Andrzej Winiarski wciskał głowę coraz bardziej w ramiona, w miarę jak Julian coraz bardziej podnosił głos. W pewnym momencie uchyliły się drzwi i do pomieszczenia zajrzała panna Agnieszka, co w niczym nie wytrąciło Juliana z rytmu. Winiarski odesłał ją gestem ręki. Znowu spojrzał na zegarek. Miał 45 minut do spotkania, a musiał się jeszcze uspokoić, bo gotów schrzanić tak dobrze zapowiadający się interes. Musiał myśleć analitycznie.

— Nie ma potrzeby iść do kogokolwiek. Jestem człowiekiem interesu i jestem otwarty na różne propozycje. Powiedzmy w ramach rekompensaty za ciężkie dzieciństwo…

— Może wstrzymaj się od używania wielkich słów, jeszcze nie jesteś politykiem. Będę chciał pieniądze. Za milczenie.

Andrzej Winiarski starał się oddychać regularnie, dzięki czemu udało mu się odzyskać trochę spokoju. W pierwszej chwili bardzo się zdenerwował. Przyjrzał się jeszcze raz Julianowi, który cały czas miał na ustach uśmieszek drwiny. Chwila, pomyślał. Julian?

— Mówiłeś, że zostałeś adoptowany, a mojej serkretarce podałeś informację, że nazywasz się Julian Gomorowski. Coś mi tu nie pasuje — zakończył, czując, że zaczyna panować nad sytuacją.

— Nie nazywam się tak. To był klucz do drzwi twojego gabinetu.

— Okłamałeś mnie.

— Jak chcesz — odparł „Julian” nachylając się do przodu. — Tylko zastanów się, kto mógł wiedzieć o tej sprawie. Tylko ty i moja matka. Nie podała cię jako ojca, nie było sprawy o ojcowstwo, minęło grubo ponad 20 lat. Julia Gomorowska zmarła. Gdyby coś od ciebie chciała, to by zrobiła to do tej pory. — Nagle chłopak wstał. — Jeszcze się z tobą skontaktuję. Do tej pory zacznij zbierać kasę.

Po tych słowach ubrał okulary i wyszedł. Andrzej Winiarski miał jajecznicę w głowie. Nie wiedział, co o tym myśleć. Była to realizacja jednego z jego większych koszmarów. Z Julią Gomorowską spotykał się przez chwilę i nigdy nie wiązał z nią większych planów, nawet kiedy zaciągał ją do łóżka. Potem go znudziła. Kolejna, głupia dziewczyna. Zerwał z nią kontakt, ale wtedy pojawiła się z wynikami badań, z których wynikało, że jest w ciąży. Chciał zapłacić za zabieg, ale odmówiła przyjęcia pieniędzy. Nigdy potem jej nie widział. Sprawy nie było. Aż do teraz. Nie spodziewał się takiej bezczelności ze strony… swojego syna. Hmm, było to trochę budujące, że dał początek komuś tak zaradnemu. Wstał i podszedł do okna. Młody mężczyzna wsiadł do czarnego sportowego wozu i po chwili odjechał z piskiem opon. Winiarski spojrzał na zegarek. Pół godziny. Za pół godziny musi być odświeżony i przytomny. Najpierw musi przeżyć spotkanie z klientem. Potem będzie się mierzył ze swoimi demonami.

Dwa

Siedziałem w samochodzie i słuchałem przebojów Marilyna Mansona granych przez kwartet skrzypcowy, zastanawiając się czy to nie właśnie takiej muzyki słuchałby szatan, gdyby jeździł samochodem. (Ale podobno lata wszędzie helikopterem albo pływa gondolą.) Pod koniec płyty ujrzałem Romea, który wracał energicznym krokiem, jakby był wkurzony, ale na twarzy malował się uśmiech triumfu. Wsiadł do samochodu i wskazał palcem w skórzanej rękawiczce na radio.

— Co to za dziadostwo znowu puściłeś, Aubrey? Daj Godspeed You! Black Emperor — powiedział.

— I jak poszło? — spytałem, podając płytę i przejmując tę, którą słuchałem.

— Powinien jeszcze bardziej trząść dupą — odpowiedział Romeo. — Zwłaszcza, że jak zacznie mnie szukać, to nie znajdzie. Ale przecież mnie widział. Rozmawiał ze mną. Krzyczałem na niego. Okłamałem jego sekretarkę. Już do końca życia nie odzyska całkowitego spokoju. Zawsze będzie w nim utrwalona obawa, że mogę się pojawić w każdej chwili i zrujnować jego plany.

— No i po co? — spytałem go, bardziej z ciekawości niż jakimś pokarceniem.

— Nie wiem, dzięki temu czuję się trochę jak jakiś agent losu, no wiesz, rzucanie monetą i te sprawy. A teraz zapnij pasy. — Odpalił silnik i ruszył z piskiem opon. — Kurde, wciąż mi się to jeszcze zdarza przy ruszaniu.

Trzy

Miesiąc wcześniej.

Romeo stał z matką na tarasie. Trzymał w ręce kubek z kawą.

— Ostatnio zmarła moja dawna znajoma. Nie widziałyśmy się całymi latami. Niedawno znalazłyśmy się na Naszej Klasie. Jest zabawna historia związana z nią. I z tobą. Miała kiedyś chłopaka, taki buc straszny, ale się z nim spotykała. Kiedy dostał, co chciał, to nagle zniknął. Postanowiłyśmy go ukarać. Byłam z Tobą w ciąży, więc poszłam na badania, ale podałam się za Julię, co dało jej papier, z którym ona odnalazła tego buca i pokazała mu to, mówiąc, że to on jest ojcem. Chciał jej dać pieniądze, a potem przepadł. Nie spotkała go nigdy więcej, ale chodzi gdzieś tam po świecie i myśli, że jego dziecko żyje. Co się stało, dlaczego tak patrzysz na mnie?

— Jak ten człowiek się nazywał?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s